..dokładnie tak. Punkt zwrotny w moim życiu, choć to tylko zmiana sposobu zarabiania pieniążków!
Już jutro tj. 6 maja wygasa moje zatrudnienie w jednej z firm budowlanych, kończę też etap życia blisko związany z moim wykształceniem inżyniera. Ponad 6 lat pracy, rozwijanie siebie na ile ramy firmy pozwalały mi sie rozwinąć. Walka z twardo-głowiem kadry zarządzającej i realnymi działaniami mobingowymi ze strony zarządu. Koniec!
No i oczywiście prawie jak w podziemiu rozwijanie swojej pasji jaką jest fotografia.
W sumie nie przypuszczałem, że dojdę do takiego poziomu jako samouk w tej dziedzinie. Poprawka - ciągle sie uczę :)
A chcę by fotografia stała się sposobem na życie.
Wspierają mnie w tym nieco dalsze osoby i te najbliższe, a z największą pasją moja Agnieszka :)
Mogę i czuję się szczęśliwy.

Ale to nie podium, to dopiero schody i to chyba bardzo kręte, na które trzeba się wdrapać.
To jednak nie zmiana sposobu zarabiania na życie..
To właśnie zmiana sposobu na życie - I dobrze

Lubię wszelkie krótkie i dalsze wycieczki. Wszelkie “bycie” poza swoimi miejscem zamieszkania…

Haa jakbym sam sobie przeczył. Bo ciągle jestem przykłuty do komputera. Tak fotografia, wyszła z ciemni i rozpanoszyła sie po dyskach twardych komputerów. Ja się z tego nawet cieszę, jest czysto, nie walcze już z kurzem na negatywie podczas naświetlania papieru fotograficznego. Nie przechowuje chemii, w domu nikt nie narzeka. Wreszcie odbitki kolorowe dostaje takie jak chce, a nie takie jakie widzi się operatorowi laba -no jest git, hehehe.

No ale zabrakło intymności, oczekiwania na powstawanie obrazu, szacunku do czasu i strachu przed światłem niechcianym (!). Kto pamięta zmagania w ciemności z negatywem by nawinąć go precyzyjnie na szpule z koreksu? Aaaaaaa czasem ogarniała nie-moc, szczególnie, że trzymało się w ręku coś niewiadomego, z czym wiązało się wielkie nadzieje na nowe piękne fotografie.

Tak to były wspaniałe czasy :)

Ale na wycieczki dalej jeżdźe :)

Zbiornik wodny na górze Żar koło Żywca.

o tak, przypomniał.

Ostatnio nachodzi mnie potrzeba napisania czegoś w tym miejscu. Przez ostatnie miesiące wydawało mi sie, że brakuje mi kompletnie czasu na prowadzenie tutaj wpisów. Ale chcę to zmienić.

Z drugiej strony mało istotne dotychczasowe wpisy jednak są moją częścią i nawet miło sie czyta o tym co robiłem, jak myślałem i czułem w określonym czasie w przeszłości ;)

……………….

i moje dwie wersje edycyjne z sesji z Marysią

fashion-1_fridayimagecom.jpg

beauty-1_fridayimagecom.jpg

teraz czekamy na całe sety :)

Ah, dzięki koledze Krzysztofowi (fotografikowi krakowskiemu), udało mi się nawiązać kontakt, (fotograficzny oczy-wiście :D) z przemiłą kobietą o imieniu Viola.

Poniżej załączam jadną fotografię z naszego pierwszego spotkania przed obiektywem

Viola

(warunki typowe testowe, przygotowanie, make-up sama modelka)

Weekend, bardzo ostry. Dwa tygodnie przygotowań do niego (spotkań, uzgodnień, planów) . I myslę że jest nieżle.

W szczegółach, wczorajszy Wrocław i spp, a dzisiaj sesja z jedną. Kurde, zdjecia są jeszcze w aparacie, a ja padam, hmm.

Ale modelkę można podglądnąć tutaj AVANTI - Czerwiec 2007 - Marysia Z.

A od siebie dorzuce mam nadzieję wkrótce :D

Miałem cos napisać w trakcie jego trwania. Nie zdążyłem, czyli nie przykuło to krakowskie wydarzenie większej uwagi. Szczerze mówiąc żałuję tylko nieobecności podczas wystawy Marcina Twardowskiego (Kaunau). No trudno.

Pomijając same wystawy i imprezy mam nadzieje, że w przyszłym roku wydarzenie stanie się świętem fotograficznym, a nie tylko promocją osób organizujących MFwK.

26-27V2007. Czas zapomnieć o życiu na nizinach i naładować baterie na następne dni, czyli wreszcie weekend w górach, jak za dawnych czasów :)

Dwuosobowy team 31-latków (Agnieszka, Ja) w Dolinie Chochołowskiej (Tatry Zachodnie). Dwa dni i wiele szczytów do zdobycia.

Planowny nocleg w schronisku PTTK na Polanie Chochołowskiej http://www.chocholowska.zakopane.pl/

Duże schronisko, jednak z uwagi na swoje położenie, rzadziej niz inne w Tatrach odwiedzane przez turystów, przez co bardzo kameralne :). Pokoje dwuosobowe, dobra kuchnia i spokój!

Plany były ambitne… Upały jednak pozostały nizinach, dlatego pogoda w idealną kratkę zweryfikowała nam owe plany. Nie mniej w pierwszy dzień szlak od schroniska, przez Grzesia (+1652,6 m), Rakoń (+1876,2 m) i przez Wyżnią Doline Chochołowską z powrotem do schroniska został zaliczony.

Dzień drugi, miał być jeszcze bardziej ambitniejszy. Jednak i tutaj pogoda weryfikowała nasze dążenia. Słońce, deszyk, bezchmurne niebo, pełne zachmurzenie i szczyty w chmurach - to kwestia kilku minut. A wszystko w temperaturach odpowiednich dla komfortu od koszulki po szczelne membrany po sam czubek nosa :D

No i trasa: Trzydniowianski Wierch (+1758,3 m), Czubik (+1845,9 m) Kończysty Wierch (+1993,5 m) i Krupówki :D

I kilka stykówek.

tatry-zachodnie.jpg

A jednak “ON”. Zrobie tylko małą kasacje w wypowiedziach, hehehehe

czas wrócić? może usunąć ten blog w diabli, jak i tak nie mam czasu na pisanie czegokolowiek?

Cholera i tak pisze, tu, i tu, i tam. Dobrze, że po murach juz przestałem.

Zobaczymy jak wróce tu jeszcze raz, albo ON albo OFF