Archiwum kategorii: mountains

Lubię wszelkie krótkie i dalsze wycieczki. Wszelkie “bycie” poza swoimi miejscem zamieszkania…

Haa jakbym sam sobie przeczył. Bo ciągle jestem przykłuty do komputera. Tak fotografia, wyszła z ciemni i rozpanoszyła sie po dyskach twardych komputerów. Ja się z tego nawet cieszę, jest czysto, nie walcze już z kurzem na negatywie podczas naświetlania papieru fotograficznego. Nie przechowuje chemii, w domu nikt nie narzeka. Wreszcie odbitki kolorowe dostaje takie jak chce, a nie takie jakie widzi się operatorowi laba -no jest git, hehehe.

No ale zabrakło intymności, oczekiwania na powstawanie obrazu, szacunku do czasu i strachu przed światłem niechcianym (!). Kto pamięta zmagania w ciemności z negatywem by nawinąć go precyzyjnie na szpule z koreksu? Aaaaaaa czasem ogarniała nie-moc, szczególnie, że trzymało się w ręku coś niewiadomego, z czym wiązało się wielkie nadzieje na nowe piękne fotografie.

Tak to były wspaniałe czasy :)

Ale na wycieczki dalej jeżdźe :)

Zbiornik wodny na górze Żar koło Żywca.

26-27V2007. Czas zapomnieć o życiu na nizinach i naładować baterie na następne dni, czyli wreszcie weekend w górach, jak za dawnych czasów :)

Dwuosobowy team 31-latków (Agnieszka, Ja) w Dolinie Chochołowskiej (Tatry Zachodnie). Dwa dni i wiele szczytów do zdobycia.

Planowny nocleg w schronisku PTTK na Polanie Chochołowskiej http://www.chocholowska.zakopane.pl/

Duże schronisko, jednak z uwagi na swoje położenie, rzadziej niz inne w Tatrach odwiedzane przez turystów, przez co bardzo kameralne :) . Pokoje dwuosobowe, dobra kuchnia i spokój!

Plany były ambitne… Upały jednak pozostały nizinach, dlatego pogoda w idealną kratkę zweryfikowała nam owe plany. Nie mniej w pierwszy dzień szlak od schroniska, przez Grzesia (+1652,6 m), Rakoń (+1876,2 m) i przez Wyżnią Doline Chochołowską z powrotem do schroniska został zaliczony.

Dzień drugi, miał być jeszcze bardziej ambitniejszy. Jednak i tutaj pogoda weryfikowała nasze dążenia. Słońce, deszyk, bezchmurne niebo, pełne zachmurzenie i szczyty w chmurach – to kwestia kilku minut. A wszystko w temperaturach odpowiednich dla komfortu od koszulki po szczelne membrany po sam czubek nosa :D

No i trasa: Trzydniowianski Wierch (+1758,3 m), Czubik (+1845,9 m) Kończysty Wierch (+1993,5 m) i Krupówki :D

I kilka stykówek.

tatry-zachodnie.jpg