Archiwum kategorii: Zycie

..dokładnie tak. Punkt zwrotny w moim życiu, choć to tylko zmiana sposobu zarabiania pieniążków!
Już jutro tj. 6 maja wygasa moje zatrudnienie w jednej z firm budowlanych, kończę też etap życia blisko związany z moim wykształceniem inżyniera. Ponad 6 lat pracy, rozwijanie siebie na ile ramy firmy pozwalały mi sie rozwinąć. Walka z twardo-głowiem kadry zarządzającej i realnymi działaniami mobingowymi ze strony zarządu. Koniec!
No i oczywiście prawie jak w podziemiu rozwijanie swojej pasji jaką jest fotografia.
W sumie nie przypuszczałem, że dojdę do takiego poziomu jako samouk w tej dziedzinie. Poprawka – ciągle sie uczę :)
A chcę by fotografia stała się sposobem na życie.
Wspierają mnie w tym nieco dalsze osoby i te najbliższe, a z największą pasją moja Agnieszka :)
Mogę i czuję się szczęśliwy.

Ale to nie podium, to dopiero schody i to chyba bardzo kręte, na które trzeba się wdrapać.
To jednak nie zmiana sposobu zarabiania na życie..
To właśnie zmiana sposobu na życie – I dobrze

o tak, przypomniał.

Ostatnio nachodzi mnie potrzeba napisania czegoś w tym miejscu. Przez ostatnie miesiące wydawało mi sie, że brakuje mi kompletnie czasu na prowadzenie tutaj wpisów. Ale chcę to zmienić.

Z drugiej strony mało istotne dotychczasowe wpisy jednak są moją częścią i nawet miło sie czyta o tym co robiłem, jak myślałem i czułem w określonym czasie w przeszłości ;)

……………….

26-27V2007. Czas zapomnieć o życiu na nizinach i naładować baterie na następne dni, czyli wreszcie weekend w górach, jak za dawnych czasów :)

Dwuosobowy team 31-latków (Agnieszka, Ja) w Dolinie Chochołowskiej (Tatry Zachodnie). Dwa dni i wiele szczytów do zdobycia.

Planowny nocleg w schronisku PTTK na Polanie Chochołowskiej http://www.chocholowska.zakopane.pl/

Duże schronisko, jednak z uwagi na swoje położenie, rzadziej niz inne w Tatrach odwiedzane przez turystów, przez co bardzo kameralne :) . Pokoje dwuosobowe, dobra kuchnia i spokój!

Plany były ambitne… Upały jednak pozostały nizinach, dlatego pogoda w idealną kratkę zweryfikowała nam owe plany. Nie mniej w pierwszy dzień szlak od schroniska, przez Grzesia (+1652,6 m), Rakoń (+1876,2 m) i przez Wyżnią Doline Chochołowską z powrotem do schroniska został zaliczony.

Dzień drugi, miał być jeszcze bardziej ambitniejszy. Jednak i tutaj pogoda weryfikowała nasze dążenia. Słońce, deszyk, bezchmurne niebo, pełne zachmurzenie i szczyty w chmurach – to kwestia kilku minut. A wszystko w temperaturach odpowiednich dla komfortu od koszulki po szczelne membrany po sam czubek nosa :D

No i trasa: Trzydniowianski Wierch (+1758,3 m), Czubik (+1845,9 m) Kończysty Wierch (+1993,5 m) i Krupówki :D

I kilka stykówek.

tatry-zachodnie.jpg

A jednak “ON”. Zrobie tylko małą kasacje w wypowiedziach, hehehehe

czas wrócić? może usunąć ten blog w diabli, jak i tak nie mam czasu na pisanie czegokolowiek?

Cholera i tak pisze, tu, i tu, i tam. Dobrze, że po murach juz przestałem.

Zobaczymy jak wróce tu jeszcze raz, albo ON albo OFF

na pewien czas zawieszam pisanie tutaj

_dsc2956_nx_s.jpg

Czuje sie tak :D , wiec czas odpocząć

Oczywiscie to jest info dla mnie bym pamiętał. Bo i tak nikt tutaj nie zagląda ;)

Życie biegnie. Miesiąc przerwy na blogu, a mam wrażenie, że wieki za mną….

Co się wydarzyło między czasie? Noga w gipsie, publikacja strony www, rozmowy z przyjaciółmi, myśli, nowe znajomości, myśli, dwie sesje fotograficzne, myśli…. dużo tego. Ciekaw jestem kiedy ułoże z tego jakis sensowny wzór lub model..

i dzisiaj przewertowałem do końca “Samotność w sieci”…. prawdziwe zakończenie.

Mam wrażenie, iż marzenia  które się codziennie odnawiają mają w końcu swój prawdziwy ciężar. Może przygnieść. (ja, zapisuje się na siłownie)

dzisiaj o godzinie 7:00 zmarł mój wujek, o którym wspominałem z racji wigilii. W tym przypadku to powinna być radość, bowiem nieuleczalna choroba i cierpienie stają się czasem oczekiwania na nowe życie.

Czuję jednak smutek.

…Taki jest wyrok wydany przez Pana na wszelkie ciało: i po co odrzucać to, co się podoba Najwyższemu?…
Mądrość Syracha 41,4

Z każdym żółknącym brzozy liściem
I z każdym wiśni nowym kwiatem
Mniej jest czekania na me przyjście
Przychodzę z pierwszym zmierzchem lata

Skądś przed ostatnim tchnieniem trema

I przed tym co się zaraz stanie
Nic się nie stało, nic już nie ma
Przychodzę z wiosny rozkwitaniem

Nim raz ostatni głębiej westchnie
Nim ktoś pomyśli – nić przerwana
Błękit spadł z oczu bezszelestnie
Przychodzę zimą, wczesnym ranem

Ktoś, kto chciał drogą iść bez końca
Ktoś, kto miał wygrać tyle jeszcze
Bez bólu już spogląda w słońce
Przychodzę wraz z jesiennym deszczem

“Śmierć i cztery pory roku” Oratorium śWIęTOKRZYSKA GOLGOTA

 

Chyba nie ma bardziej szczerego bogactwa jak mieć przyjaciół. Chocby krótkie rozmowy, ale ciekawość i uważność rozmówcy. I to, że naturalnie sam stajesz się uważny na kogoś. Piękne uczucie :)

Dobranoc.